16. Niedziela Zwykła - Rok B 22 lipca 2018 r.

22 lipca 2018

Refleksja

"W swym ciele pozbawił On mocy Prawo przykazań, wyrażone w zarządzeniach, aby z dwóch rodzajów ludzi stworzyć w sobie jednego nowego człowieka, wprowadzając pokój, i w ten sposób jednych, jak i drugich znów pojednać z Bogiem, w jednym Ciele przez krzyż, w sobie zadawszy śmierć wrogości"

Gdy chcemy szczepić drzewo, nacinamy je i nacinamy gałązkę, która ma być zaszczepiona. Następnie przykładamy ranę do rany i czule, ostrożnie obwiązujemy to zetknięcie specjalną taśmą, jakby bandażem. To szczepienie drzew jest metaforą pojednania. Obie strony muszą odsłonić swoje rany. Pojednanie możliwe jest tylko w rozdarciu - w zetknięciu ran. Trzeba wpierw zobaczyć swoje rany, wszystkie skutki rozdarcia, i przeżyć je, tak jak się przechodzi ciemny, złowrogi tunel - od początku do końca. Na końcu znajduje się pragnienie pojednania. Pojednawczo zorientowane doświadczenie ran (podobnie jak cały proces pojednania) możliwe jest tyko w dialogu z Bogiem i człowiekiem. Bez dojrzałego dialogu można tylko rozdrapać rany, odsuwając jeszcze bardziej możliwość pojednawczego spotkania.

Aby to spotkanie było możliwe, konieczne jest także zobaczenie i przeżycie ran drugiej osoby. Jest to trudne w przypadku układu ofiara-agresor. Nieuznanie ran agresora, brak elementarnego współ-czucia dla jego bólu uniemożliwia pojednanie, jest ono bowiem aktem miłości, która jest trudna, wręcz nieraz niemożliwa dla ludzi uwięzionych w swoim zranieniu.

Powraca tu metafora szczepienia drzew i pytanie o doświadczonego ogrodnika. Rozdarcia zbyt duże i rany tak rozległe, że człowiek gubi się w nich albo zostaje uwięziony, uniemożliwiają pojednanie. Potrzeba Innego - jak ogrodnika - który czule i z odkupieńczą dokładnością zetknie i połączy rany. Jest to zraniony Ogrodnik - Jego ciało jest jedną wielką raną. On jest Ogrodnikiem i zranionym drzewem. Oderwane gałązki ostatecznie nie zaszczepią się przez połączenie z sobą - potrzebują drzewa. Ogrodnik jest tym drzewem: "Zechciał bowiem Bóg, aby w Nim zamieszkała cała Pełnia, i aby przez Niego pojednać wszystko ze sobą: przez Niego - i to, co na ziemi, i to, co w niebiosach" (Kol 1, 19-20a). Każde głębokie, autentyczne pojednanie może się dokonać tylko przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie. Bez Niego pozorne zaszczepienia, obwiązane niedoświadczoną ręką, kończą się rozczarowaniem i usychającą nadzieją na pojednanie. On jest "oddychającą liczbą", Przebaczeniem i Pojednaniem naszym, nawet wtedy, gdy trzeba to uczynić siedemdziesiąt siedem razy.

ks. Krzysztof Grzywocz

Złota myśl tygodnia

Przebaczenie wyzwala duszę. Dlatego jest w nim taka siła (Nelson Mandela).

Na wesoło

- Jaki śliczny z ciebie chłopiec! - wykrzykuje ciocia. Nosek masz po mamusi, oczy po tatusiu, usta po babci.

- Spodnie po bracie i buty po siostrze! - dodaje Jasiu.


Rozmowa w domu:

- Zosiu, co tak długo robisz w kuchni?

- Wpadła mi kostka lodu do wrzątku i nie mogę jej znaleźć.

Patron tygodnia - św. Krzysztof, męczennik - 25 lipca

Według tradycji, św. Krzysztof miał pochodzić z Małej Azji, z prowincji rzymskiej Licji. Tam miał ponieść śmierć męczeńską za panowania cesarza Decjusza ok. 250 roku. Jest jednym z Czternastu Wspomożycieli, czyli szczególnych patronów.

Najstarszym dowodem kultu św. Krzysztofa z Licji jest napis z roku 452, znaleziony w Haidar-Pacha, w Nikomedii, w którym jest mowa o wystawionej ku czci Męczennika bazylice w Bitynii. Dowodzi to niezawodnie, że w tym czasie Święty odbierał szczególną cześć w Nikomedii i w Bitynii. Jest także podana wzmianka, że w synodzie w Konstantynopolu w 536 roku brał udział niejaki Fotyn z klasztoru św. Krzysztofa, co również potwierdza kult Męczennika. Papież św. Grzegorz I Wielki pisze, że w Taorminie na Sycylii za jego czasów istniał klasztor pw. św. Krzysztofa.

Średniowiecze na podstawie imienia "niosący Chrystusa" stworzyło popularną legendę o tym świętym. Według niej pierwotne Krzysztofa chciał zawsze służyć potężnemu królowi. Najpierw był to władca jego krainy, potem szatan, a w końcu, gdy odkrył, że szatan boi się Chrystusa, postanowił służyć Królowi królów. W ramach pokuty Krzysztof zamieszkał nad Jordanem, w miejscu, gdzie woda była płytsza, by przenosić na swoich potężnych barkach pielgrzymów, idących ze Wschodu do Ziemi Świętej.

Pewnej nocy usłyszał głos Dziecka, które prosiło go o przeniesienie na drugi brzeg. Kiedy je wziął na ramiona, poczuł ogromny ciężar, który go przytłaczał - zdawało mu się, że zapadnie się w ziemię. Zawołał: "Kto jesteś, Dziecię?" Otrzymał odpowiedź: "Jam jest Jezus, twój Zbawiciel. Dźwigając Mnie, dźwigasz cały świat". Pan Jezus miał mu wtedy przepowiedzieć rychłą śmierć męczeńską. Św. Krzysztof jest patronem Ameryki i Wilna; siedzib ludzkich i grodów oraz chrześcijańskiej młodzieży, kierowców, farbiarzy, flisaków, introligatorów, modniarek, marynarzy, pielgrzymów, podróżnych, przewoźników, tragarzy, turystów i żeglarzy. Orędownik w śmiertelnych niebezpieczeństwach. W dzień jego dorocznej pamiątki poświęca się wszelkiego rodzaju pojazdy mechaniczne.

Opowiadanie

Przypowieść o bliźniakach

Pewnego razu poczęły się bliźniaki. Mijały tygodnie i dzieci rosły. W miarę jak wzrastała ich świadomość, rosła też radość:

- Pomyśl, czy to nie fantastyczne, że zostaliśmy poczęci? Jakie to wspaniałe, że żyjemy!

Bliźniaki zaczęły poznawać swój świat. Gdy odkryły pępowinę, która łączyła je z mamą i zaopatrywała w pożywienie, śpiewały z radości:

- Jak wielka jest miłość naszej mamy, skoro dzieli się z nami swym własnym życiem!

Upływały tygodnie, miesiące, a maleństwa spostrzegły, że bardzo się zmieniły

- Co to znaczy? - zapytał jeden

- Oznacza to - odpowiedział drugi - że nasz pobyt w tym świecie wkrótce dobiegnie końca

- Ale ja nie chcę stąd wychodzić! - zaprotestował pierwszy - Chciałbym tu zostać na zawsze

- Nie mamy wyboru - stwierdził drugi - ale może istnieje jakieś życie po narodzinach!

- Jak to możliwe? - spytał pierwszy z powątpiewaniem - Stracimy naszą pępowinę i jak będziemy żyć bez niej? Ponadto inni przed nami opuścili to łono i żaden z nich nie powrócił, by powiedzieć, że istnieje życie po narodzinach. Nie, narodziny to koniec!

I wpadł w przygnębienie. Po chwili mówił dalej:

- Jeżeli poczęcie kończy się narodzinami, jaki sens ma życie w łonie mamy? To absurd. Może za tym wszystkim nie stoi żadna matka?

- Ale przecież musi istnieć - zaprotestował drugi - bo skąd byśmy się tutaj wzięli? Jak byśmy mogli żyć?

- Widziałeś kiedyś naszą mamę? - zapytał pierwszy - Może istnieje tylko w naszej wyobraźni. Wymyśliliśmy ją, bo w ten sposób możemy wytłumaczyć sobie nasze istnienie.

I tak oto ostatnie dni w łonie matki zostały wypełnione tysiącem pytań i wielkim strachem. Wreszcie nadszedł dzień narodzin. Gdy bliźniaki porzuciły swój dotychczasowy świat, otworzyły oczy. Zaczęły krzyczeć. To, co zobaczyły, przerastało ich najśmielsze oczekiwania.

Nauczanie papieskie o Duchu Świętym

"Jedynie Duch Święty może pomóc osobom i wspólnotom w uwolnieniu się ze starych i nowych determinizmów, prowadząc je prawem "Ducha, który daje życie w Chrystusie Jezusie" (Rz 8, 2), odkrywając i urzeczywistniając w ten sposób pełną miarę prawdziwej wolności człowieka. Tam bowiem gdzie jest Duch Pański - tam wolność, pisze św. Paweł (2 Kor 3, 17)". (św. Jan Paweł II).